![]() |
|||
![]() |
Ale się wczoraj działo, oj działo się ..! Początek Zaczęło się wszystko od zorganizowania wyjazdu, zebrali się ludzie, którzy w ogóle się nie znali - uczestnicy Forum Dyskusyjnego na temat Tori Amos - dwóch szczęśliwców z 15, których wylosował Piotr (Jacek i Mariusz) oraz trochę zawiedziony, aczkolwiek z nadziejami, młodziutki fan Tori Jeżyk - Marcin Janocha - redaktor strony SMC.PRV.PL (She's My Cocaine) i moja siostra Małgorzata. Atmosfera narastała w miarę zbliżania się do Warszawy i odsłuchiwania kolejnych kaset z unikalnymi nagraniami Tori z przeróżnych sal koncertowych na świecie pochodzących z kolekcji Jeżyka. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze ile razy tego dnia słyszeć będziemy 'Purple People'... Na Myśliwieckiej, pod siedzibą Trójki było już gorąco. Wiedzieliśmy, że Tori była tam poprzedniego dnia, rozmawiała z Piotrem tak swobodnie, popijając herbatkę. Zaraz też ludzie oczekujący w wejściu do radia opowiedzieli nam, że Tori wyszła wczoraj do fanów, rozmawiał z nimi, podpisała płyty i nie była niedostępna jak zapowiadali niektórzy. OczekiwanieZa chwilę też, poproszeni byliśmy do wnętrza (na razie tylko ci, którzy zostali wylosowani) aby opowiedzieć co czujemy teraz, na chwilę przed koncertem, co to dla nas znaczy kameralne spotkanie z kimś takim jak Tori, jakie są nasze oczekiwania. Okazało się, że Joanna Łatka, reporterka Programu III przygotowuje reportaż na ten temat - my więc byliśmy dla niej tzw. materiałem roboczym. Była wtedy godzina 13.00 może 13.15. Nikt nie patrzył na zegarek a co chwila działo się coś nowego. Za moment przyszedł do nas Piotr Kaczkowski, przedstawił się, przywitał z każdym osobiście, wymienił drobne uwagi w swoim dobrze znanym stylu. Ci którzy widzieli go po raz pierwszy mogli wreszcie połączyć charakterystyczny głos płynący co tydzień z głośników radia z twarzą. Teraz mogą powiedzieć, że widzą już kto do nich mówi w trakcie ulubionych audycji. Piotr przyniósł nam wieści, że Tori jest dziś w dobrym humorze, wczoraj zjadła dobrą kolację, zwiedziła Stare Miasto, wypytywała się o Warszawę - widać było, że chce poczuć to miasto, poznać ludzi, dla których zagra koncert. Piotr miał dla nas też niespodziankę: koperty z logo Trójki, które każdy zaadresował do siebie, a w kopercie .. w kopercie będzie zdjęcie, które Tori zrobi sobie tylko z naszą grupą. Już byliśmy wniebowzięci. Piotr przyniósł jeszcze jedną nowinę, powiedział: "Tori kazała dostawić krzeseł w studiu ..." To mogło oznaczać tylko jedno, ci którzy jednak przyjechali nie wiedząc, czy ją zobaczą będą jednak na koncercie. Niesamowite, taka nagroda za wytrwałość! Za chwilę przeszliśmy w pobliże studia, czekaliśmy przy schodach, prowadzących na I piętro - studio im. A.Osieckiej mieści się na piętrze - stanęliśmy w korytarzu przy pokoiku, w którym jak domyślaliśmy się artyści czekają na wejście do studia, fotograf ustawił nas w zwartej grupie, za chwilę wyszedł manager Tori i groźnym głosem poinstruował co i jak: "... mamy tylko 30 sekund, musimy się spieszyć, żadnych prywatnych zdjęć, żadnych płyt do podpisania ..." Za sekundę z pokoiku wyszła TORI. Jaka ona jest drobniutka, szczupła, niska podeszła uśmiechnięta, wesoła, przywitała się: "Hello, how are you?" Wszyscy zaniemówili, nie bardzo wiadomo było co odpowiedzieć była przecież tak blisko nas. Stanęła w środku, pstryk, ".. chwileczkę, jeszcze jedno ujęcie" - powiedział fotograf, pstryk i już. Tori zniknęła w pokoiku, z którego wyszła mówiąc chyba "see you soon" czy coś takiego - nie pamiętam. Weszliśmy do sali, gdzie była już grupa tzw. VIP-ów. Po chwili ku naszej radości, innym wejściem wpuszczeni zostali fani artystki, którzy również przyjechali z daleka i cały czas czekali w hallu. Nie wiedzieliśmy tego ale tam atmosfera też była gorąca. Za chwilę miał zacząć się koncert ... KoncertO zapowiedzi takiego artysty Piotr Kaczkowski marzył zapewne od kilku lat, jeśli nie od 10-ciu kiedy to po raz pierwszy zobaczył i usłyszał koncert Tori a swoją relację dla PR.III nazwał: "Narodziny Gwiazdy". Tak dzisiaj Piotr zapowiadał Gwiazdę. Wśród oklasków Tori weszła do studia, prawie wbiegła, lekko wskoczyła na scenę, usiadła przodem do nas, pochyliła głowę, jej długie włosy zasłoniły jej twarz. Na ciemnym tle sceny, wyglądała tak jasno, uśmiechnięta, wesoła widać było, że faktycznie jest w dobrym nastroju. W tle duża choinka, światełka jakby niebieskie, przed nią tylko fortepian, mikrofon obok mały stolik, na nim bukiet kwiatów, kilka kwiatów leżących też obok fortepianu, na scenie. To wszystko trwało dosłownie chwilę, Tori zaraz oparła rękę na klawiaturze - cały czas siedząc przodem do sali - zaczęła uderzać jeden klawisz, jeden dźwięk jakby chciała wsłuchać się w ton fortepianu (nie był to wszak Bösendorfer) nastroić głos ... zaczęła od 'Leather' utworu, który znaczy dla niej wiele. Na sali kompletna cisza, wszyscy wpatrzeni jak czaruje nas swoim głosem, jak czaruje nas swoją grą.. Na koniec burzliwe oklaski, Tori sięga po butelkę, popija łyk wody i chyba prawie natychmiast ucisza nas swoim iiiiieeeee, iiiieeee przy delikatnym akompaniamencie ... nikt nie wie jaki będzie następny utwór, ona sama jakby zastanawia się, ale po chwili znajome dźwięki i pierwsze słowa: "well hey do you do judo when they surround you..." to 'Purple People' utwór tak lubiany przez nas, jeden z piękniejszych. Cudownie wykonany, widać jak Tori angażuje się w grę, ona śpiewa całą sobą, słychać każdy szept, każdy oddech, najdelikatniejsze zetknięcie warg, dotknięcie językiem podniebienia .. Tu dopiero słychać ile artysta potrafi, to studio naprawdę jest dla artystów pierwszego formatu. Na sali cisza, niezwykła cisza wtedy kiedy Tori gra i ten aplauz kiedy kończy. Popija znowu wodę z butelki schowanej za głośnikiem i chyba wtedy mówi do nas znaną kwestię "... and I don't know where I am right now ..." - na sali lekkie rozprężenie, nie ma bariery, widać, że Tori czuje publiczność. Zaczyna kolejny utwór, to z nowej płyty 'Rattlesnakes' , cały czas patrzy się na widzów, rozgląda się po sali jakby nikogo nie chciała opuścić, czasem widzę, że patrzy się na mnie - siedzę w 4 rzędzie z lewej strony sali - Tori musi więc mocno odwrócić głowę. Utwór kończy go niesamowitym długim tonem, odsuwając stopniowo głowę od mikrofonu. Siły jeszcze dodaje echo nałożone przez dźwiękowców. Na sali przerażenie. W przerwie mówi dość długo do nas, niestety niewiele rozumiem. Następny utwór zaczyna od mocnego uderzenia .. w czołową płytę fortepianu. Lewą ręką akompaniuje, prawą cały czas wystukuje rytm o fortepian. Moja lewa noga automatycznie porusza się zgodnie z rytmem nadawanym przez Tori. To był 'Take To The Sky'. Widać jak Tori gar całym ciałem, siedzi tak jakoś dziwnie, chciałoby się powiedzieć okrakiem. Prawa noga daleko z tyłu, widać jak pracuje nią, gdy za chwilę ma zagrać mocniejszy akord wtedy odsuwa ją jeszcze bardziej do tyłu, wznosi się i uderza mocno w klawisze fortepianu. Czasem krzyżuje ręce, gdy wymaga tego muzyka. Ona powiedziała w trakcie wywiadu: "... piano plays you and never forget it ..." Tak, rzeczywiście to fortepian oddaje tylko to co ona pragnie wydobyć z siebie, ze swego wnętrza w trakcie koncertu. Równocześnie cały czas spogląda po sali, wzrok ma radosny, wesoły. Potem pojawiły się kolejne piosenki - jej dziewczynki - przerywane gorącym aplauzem sali. Po jednym z nich Tori głośno i wyraźnie powiedziała: "Dziękuję bardzo". Powiedziała, że widzi, czuje płomień jaki w nas się pali i że zabierze go do swojego serca. Ostatnim utworem jaki zagrała był "Cooling". Czy ktoś miał wątpliwości, że Tori jeszcze wyjdzie do nas? Chyba tak, bo 2 miejsca w rzędzie przed nami - tam gdzie siedzą tzw. VIP-y pozostały puste, gdy Tori wywołana burzą braw weszła ponownie na scenę. Chciałem krzyknąć: Tori, czy możesz zagrać 'Winter'? Za chwilę pierwsze dźwięki, nie było żadnych wątpliwości. Nie wyobrażałem sobie innego utworu na zakończenie, gdy za oknem na Myśliwieckiej było zupełnie biało! 'Winter' zagrane troszkę inaczej, niż do tej pory mogliśmy słyszeć - Tori nie gra chyba dwa razy tak samo jednego utworu - mamy więc wreszcie swoją wersję - warszawską - tej cudownej piosenki. Początek wolno, jakby z lekkim zamyśleniem, zastanowieniem, słychać dokładnie jak wymawia prawie szeptem ".. he says, when you gonna make up your mind, when you gonna love you as much as I do .."; refren tradycyjnie ale tekst ".. things are gonna change so fast .." śpiewany trochę inaczej, niby mniej dokładnie. Przed III zwrotką dużo fortepianu, mocne akordy, charakterystyczne takty stanowiące motyw utworu następuje przesilenie, Tori III zwrotkę zaczyna mocno, wysokim głosem, jakby chóralnie ale swobodnie czuje się w takiej tonacji - naprawdę ma ogromny potencjał w sobie - by za chwilę powrócić do delikatnego śpiewu. Kończy subtelnie:
Wstając od fortepianu pomachała do nas, powiedziała: "Thank You!" Wychodząc uściskała mocno Piotra Kaczkowskiego - Piotr siedział w pierwszym rzędzie. Nie da się tego opisać słowami, cóż znaczą słowa, że byliśmy wzruszeni, każdy przeżywał to głęboko by zapamiętać na zawsze bo taki koncert pewnie już się nie powtórzy. Długo nie mogliśmy wyjść ze studia, cos kazało nam tam czekać z nadzieją, że wydarzy się jakiś kolejny cud - jeden już się wydarzył tego dnia - byliśmy na TAAAKIM KONCERCIE! Ile razy słuchaliśmy 'Purple People' tego dnia dopiero miało się okazać. Długo czekaliśmy jeszcze w hallu nie chcąc stracić atmosfery, która tam panowała. Chcieliśmy dzielić się wrażeniami albo nie bardzo mogliśmy coś z siebie wydobyć. Wiedzieliśmy też, że Tori jest w drodze na lotnisko, że zapewne już wkrótce odleci do Mediolanu. Dopiero w drodze powrotnej przypominaliśmy sobie szczegóły, co Tori powiedziała, jaka była kolejność utworów i jak każdy odebrał koncert, jakie artystka zrobiła wrażenie Uff, długo można by opowiadać. Cały czas słuchaliśmy Jej utworów z kaset Jeżyka dopiero w okolicach Częstochowy przypomnieliśmy sobie, że w dyktafonie jest kaseta z nagraniem części koncertu. Czy było to pierwsze odtworzenie warszawskiego koncertu? Całkiem możliwe. Jakość pozostawiała wiele do życzenia ale świadomość pochodzenia nagrania i ta kompletna cisza w samochodzie sprawiły, że powrócił nastrój koncertu. Było to chyba szóste odtworzenie 'Purple People'. Znowu zaczęliśmy przypominać sobie wszystko. W takich nastrojach wróciliśmy do domów by znów zasiąść przy głośnikach i słuchać ulubionej audycji. Przeżycia odżyły tego dnia po raz kolejny. Gdy wczesnym rankiem, o 5.00 wychodziłem z domu by zdążyć na poranny pociąg do Wrocławia w uszach w dalszym ciągu miałem słowa:
Drugie zdjęcie zrobione było już po spotkaniu. Fortepian na którym grała Tori:
Tori in Poland
|
||